Kiedy zwykły odgłos staje się problememDźwięk, który boli

Dla jednej osoby mlaskanie, głośne oddychanie albo przełykanie to zwykłe dźwięki codzienności. Dla innej mogą być jak alarm uruchamiający gniew, napięcie, panikę albo silną potrzebę ucieczki. To właśnie mizofonia — nadwrażliwość na konkretne dźwięki, która może realnie utrudniać życie. Nowe badania sugerują, że jej podłoże może być głębiej związane z psychiką, niż wcześniej sądzono.

Mizofonia to nie „zwykła irytacja”

Każdy zna dźwięki, które potrafią działać na nerwy. Skrobanie paznokciami po tablicy, chrupanie, chrapanie czy mlaskanie mogą być nieprzyjemne nawet dla osób, które nie mają żadnych szczególnych problemów z tolerancją hałasu.

W przypadku mizofonii reakcja jest jednak silniejsza i bardziej osobista. Nie chodzi tylko o to, że coś „denerwuje”. U części osób określone dźwięki wywołują nagły stres, złość, napięcie, lęk, a czasem poczucie uwięzienia. Problemem nie jest więc sam hałas, ale sposób, w jaki mózg i ciało na niego reagują.

Najczęściej wymieniane dźwięki wyzwalające to między innymi:

  • mlaskanie,
  • żucie,
  • przełykanie,
  • oddychanie,
  • chrapanie,
  • powtarzalne odgłosy wydawane przez innych ludzi.

Dla osoby bez mizofonii mogą być prawie niezauważalne. Dla osoby z mizofonią mogą stać się czymś, co odbiera spokój w pracy, w domu, w szkole albo przy wspólnym posiłku.

Mizofonia a genetyka. Co odkryli naukowcy?

Badanie opublikowane w 2023 roku przez zespół z Holandii sugeruje, że mizofonia może mieć częściowo wspólne czynniki genetyczne z zaburzeniami nastroju i stresem pourazowym.

Psychiatra Dirk Smit z Uniwersytetu Amsterdamskiego wraz ze współpracownikami przeanalizował dane genetyczne pochodzące z dużych baz, takich jak Psychiatric Genomics Consortium, UK Biobank oraz 23andMe. Badacze sprawdzali, czy osoby zgłaszające mizofonię częściej mają warianty genetyczne powiązane z innymi problemami zdrowia psychicznego.

Wyniki wskazały na powiązania między mizofonią a genetyczną podatnością na:

  • lęk,
  • depresję,
  • PTSD,
  • szumy uszne.

To ważny trop, ale nie dowód na prostą zależność typu: „jeden gen powoduje mizofonię”. Tak to nie działa. Badacze podkreślają, że chodzi raczej o podobne czynniki ryzyka, które mogą zwiększać prawdopodobieństwo wystąpienia różnych problemów.

Innymi słowy: mizofonia nie musi mieć dokładnie tego samego mechanizmu co depresja czy PTSD, ale może częściowo korzystać z podobnego biologicznego „tła”.

Związek z PTSD może być szczególnie ciekawy

Jednym z bardziej interesujących wyników była zależność między mizofonią a genetyczną podatnością na PTSD, czyli zespół stresu pourazowego.

Według badaczy może to oznaczać, że u części osób za mizofonią stoją mechanizmy związane z reakcją na zagrożenie, napięciem i nadmierną czujnością. Gdy pojawia się konkretny dźwięk, organizm nie odbiera go jak neutralnego bodźca, lecz jak coś, co uruchamia silną reakcję emocjonalną.

To może mieć znaczenie praktyczne. Jeśli dalsze badania potwierdzą podobne mechanizmy, część metod stosowanych w terapii PTSD mogłaby być sprawdzana także u osób z mizofonią. Na razie jest to jednak kierunek do dalszych badań, a nie gotowa odpowiedź.

Mizofonia, lęk i poczucie winy

Holenderskie badanie pasuje do wcześniejszych obserwacji, według których osoby z mizofonią często przeżywają stres do wewnątrz. Nie zawsze wybuchają gniewem na zewnątrz. Czasem bardziej cierpią przez samo to, że czują złość, irytację albo napięcie.

Badacze zauważyli też powiązania z cechami takimi jak:

  • zamartwianie się,
  • samotność,
  • poczucie winy,
  • neurotyczność,
  • silne napięcie emocjonalne.

To pokazuje, że mizofonia nie jest wyłącznie problemem „uszu”. Bardziej przypomina połączenie reakcji słuchowej, emocjonalnej i psychicznej. Dźwięk jest zapalnikiem, ale cała reakcja dzieje się dużo głębiej.

Szumy uszne i mizofonia. Kolejny wspólny trop

W badaniu pojawiło się także powiązanie z szumami usznymi. To stan, w którym człowiek słyszy dzwonienie, piszczenie albo inne dźwięki, mimo że nie pochodzą one z zewnętrznego źródła.

Szumom usznym często towarzyszą objawy psychologiczne, w tym lęk i depresja. Dlatego związek z mizofonią może być istotny. Oba zjawiska dotyczą sposobu, w jaki mózg przetwarza dźwięki i jak silnie reaguje na bodźce słuchowe.

Nie oznacza to jednak, że każda osoba z szumami usznymi ma mizofonię albo odwrotnie. Chodzi o statystyczne powiązania, które mogą pomóc lepiej zrozumieć wspólne elementy tych problemów.

Zaskakujący wynik dotyczący autyzmu

Ciekawym i nieoczekiwanym elementem badania było to, że osoby z zaburzeniami ze spektrum autyzmu rzadziej zgłaszały mizofonię. Może to dziwić, bo u osób w spektrum często występuje nadwrażliwość na dźwięki.

Badacze sugerują, że mizofonia i autyzm mogą być stosunkowo niezależne pod względem zmienności genetycznej. To ważne rozróżnienie. Nadwrażliwość na dźwięki nie zawsze ma takie samo źródło.

U jednej osoby problemem może być ogólna nietolerancja hałasu. U innej konkretne dźwięki, na przykład mlaskanie lub oddychanie, mogą uruchamiać gniew, lęk albo poczucie zagrożenia. Z zewnątrz wygląda to podobnie, ale mechanizm może być inny.

Mizofonia może być częstsza, niż sądzono

Osobne badanie z 2023 roku przeprowadzone w Wielkiej Brytanii pokazało, że mizofonia może dotyczyć większej liczby osób, niż wcześniej zakładano. Według tamtych wyników objawy mizofonii występowały u 18,4 procent badanej populacji dorosłych w Wielkiej Brytanii.

Trzeba jednak uważać z prostym przenoszeniem tych danych na cały świat. Sami badacze podkreślali, że wyniki odnoszą się do Wielkiej Brytanii i mogą wyglądać inaczej w innych krajach.

W badaniu wzięło udział 772 ochotników. Wypełniali oni kwestionariusz dotyczący dźwięków wyzwalających oraz reakcji emocjonalnych. Analizowano między innymi poczucie zagrożenia, ocenę sytuacji, wybuchy złości i wpływ tych reakcji na codzienne życie.

Psycholog kliniczna Jane Gregory z Uniwersytetu Oksfordzkiego zwracała uwagę, że mizofonia jest zjawiskiem bardziej złożonym niż zwykła niechęć do określonych dźwięków.

Co odróżnia mizofonię od zwykłej niechęci do hałasu?

Badacze zauważyli dwie ważne różnice między osobami z mizofonią a populacją ogólną.

Po pierwsze, przy dźwiękach powszechnie uznawanych za nieprzyjemne osoby z mizofonią częściej odczuwały gniew i panikę. Pojawiało się także poczucie bezradności, uwięzienia i braku możliwości ucieczki od dźwięku.

Po drugie, osoby z mizofonią reagowały również na dźwięki, które większość ludzi ignoruje. Chodzi na przykład o zwykłe oddychanie lub przełykanie. Dla wielu osób to tło codzienności. Dla osoby z mizofonią może to być bardzo silny bodziec.

To właśnie ta różnica najlepiej pokazuje, dlaczego bagatelizowanie mizofonii jest błędem. Dla części ludzi to nie kaprys, ale realne obciążenie psychiczne.

Ważne ograniczenia badań

Choć wyniki są ciekawe, naukowcy zachowują ostrożność. Dane genetyczne analizowane przez holenderski zespół pochodziły głównie od osób z populacji europejskich. To oznacza, że w innych grupach wyniki mogą wyglądać inaczej.

Drugim ograniczeniem jest sposób rozpoznawania mizofonii. W analizowanych próbkach nie zawsze była ona potwierdzona diagnozą medyczną. Często opierała się na samoocenie uczestników, czyli na tym, że sami zgłaszali objawy.

To nie przekreśla wyników, ale sprawia, że trzeba traktować je jako ważny trop, a nie ostateczne wyjaśnienie.

Mizofonia potrzebuje więcej uwagi

Mizofonia przez długi czas była traktowana jak dziwna nadwrażliwość albo przesadna irytacja. Coraz więcej badań pokazuje jednak, że problem jest poważniejszy. Może łączyć się z emocjami, stresem, lękiem, depresją, PTSD, szumami usznymi i cechami osobowości.

Najważniejszy wniosek jest prosty: osoby z mizofonią nie „wymyślają” swojej reakcji. Ich organizm naprawdę może reagować na konkretne dźwięki tak, jakby były zagrożeniem.

Potrzebne są dalsze badania, zwłaszcza prowadzone na bardziej zróżnicowanych populacjach i z dokładniejszą diagnostyką. Ale już teraz widać, że mizofonia zasługuje na poważne traktowanie — zarówno przez naukowców, lekarzy, jak i otoczenie osób, które z nią żyją.

Podsumowanie

Mizofonia nie jest zwykłą niechęcią do mlaskania czy chrapania. To złożona reakcja na konkretne dźwięki, która może wywoływać gniew, lęk, panikę i silny dyskomfort. Badania genetyczne sugerują, że może mieć wspólne czynniki ryzyka z lękiem, depresją, PTSD i szumami usznymi.

Nie oznacza to jeszcze, że znamy pełny mechanizm mizofonii. Ale nauka zaczyna coraz lepiej rozumieć, że za tą reakcją może stać coś więcej niż „przewrażliwienie”. I to dobra wiadomość, bo im lepiej rozumiemy problem, tym większa szansa na skuteczną pomoc.

Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie Frontiers in Neuroscience .

Udostępnij