E-numery a twoje ciśnienie: Co 112 000 osób mówi nam o konserwantachNadciśnienie i konserwanty: Nowe dowody z dużego badania

Sięgając po ulubione przekąski czy napoje, rzadko zastanawiamy się nad skomplikowanymi symbolami na etykietach. Tymczasem nowe, rozbudowane badania przeprowadzone we Francji rzucają niepokojące światło na popularne dodatki do żywności. Okazuje się, że spożywanie niektórych konserwantów może mieć bezpośredni związek z nadciśnieniem i problemami układu krążenia.

Choć powszechnie wiadomo, że żywność wysoko przetworzona nie służy zdrowiu, naukowcy postanowili sprawdzić, co dzieje się, gdy pod lupę weźmiemy konkretne substancje chemiczne dodawane do jedzenia. Wyniki wieloletniej analizy opublikowane na łamach prestiżowego „European Heart Journal” pokazują, że regularne spożywanie dużej ilości konserwantów wiąże się z wyraźnie wyższym ryzykiem problemów kardiologicznych.

Ponad 112 tysięcy uczestników i 7 lat obserwacji

Za tym przełomowym odkryciem stoi zespół badaczy z Uniwersytetu Sorbona Paris North we Francji. Przez okres od siedmiu do ośmiu lat naukowcy monitorowali stan zdrowia, styl życia oraz bardzo szczegółowe jadłospisy 112 395 osób. Uczestnicy skrupulatnie prowadzili dzienniki posiłków – niektórzy nawet po kilkadziesiąt razy dziennie – co pozwoliło badaczom precyzyjnie oszacować ilość przyjmowanych konserwantów i wyeliminować zakłócenia wynikające z ogólnej jakości diety.

Analiza danych przyniosła jednoznaczne wnioski:

  • U osób spożywających największe ilości konserwantów ryzyko rozwoju wysokiego ciśnienia krwi było aż o 24 procent wyższe niż u tych, które unikały tych substancji.
  • W przypadku konserwantów niebędących przeciwutleniaczami (czyli takich, które hamują rozwój bakterii i grzybów, ale nie zapobiegają utlenianiu) ryzyko wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych wzrastało o 16 procent.

Osiem konserwantów, które znalazły się na celowniku

Badacze zidentyfikowali osiem konkretnych dodatków chemicznych najczęściej powiązanych z negatywnym wpływem na układ krążenia. Na liście znalazły się zarówno substancje stosowane wędlinach, jak i w napojach czy owocach:

  • Sorbinian potasu (E202) – powszechny w przetworzonych owocach i napojach,
  • Metabisulfit potasu (E224) – często dodawany do napojów alkoholowych, m.in. wina,
  • Azotyn sodu (E250), askorbinian sodu (E301) i erytorbinian sodu (E316) – stosowane głównie w mięsie przetworzonym,
  • Kwas askorbinowy (E300) i kwas cytrynowy (E330) – dodawane do warzyw, owoców oraz napojów bezalkoholowych,
  • Ekstrakt z rozmarynu (E392) – wykorzystywany w tłuszczach i olejach.

Największym zaskoczeniem dla samych naukowców okazał się fakt, że kwas askorbinowy (E300) – czyli syntetyczna wersja powszechnie cenionej witaminy C, stosowana m.in. jako przeciwutleniacz zapobiegający brązowieniu żywności – sam w sobie wiązał się z 15-procentowym wzrostem ryzyka chorób układu krążenia. Pokazuje to, że związek chemiczny identyczny z naturalnym może zachowywać się w organizmie zupełnie inaczej, gdy występuje jako sztuczny dodatek technologiczny.

Czas na ponowną ocenę bezpieczeństwa żywności?

Choć badanie miało charakter obserwacyjny i nie udowadnia bezpośredniej relacji przyczynowo-skutkowej, skala zebranych danych robi wrażenie. Eksperci podkreślają, że substancje te mogą wywoływać w organizmie stres oksydacyjny lub negatywnie wpływać na metabolizm.

Autorzy pracy apelują do odpowiednich organów regulacyjnych, takich jak europejska agencja EFSA, o dokładniejsze przyjrzenie się stosowanym normom. Do czasu pojawienia się nowych wytycznych najbezpieczniejszym rozwiązaniem pozostaje ograniczenie produktów mocno przetworzonych na rzecz świeżej, niezmodyfikowanej chemicznie żywności.

Badanie opublikowano w czasopiśmie European Heart Journal .

Udostępnij