Informacja o groźnym wirusie na statku wycieczkowym brzmi jak początek znanego już scenariusza z czasów pandemii COVID-19. Tym razem chodzi jednak o coś zupełnie innego. Wirus Andes, czyli szczególny typ hantawirusa, może być bardzo niebezpieczny dla zakażonej osoby, ale według WHO i ECDC nie ma cech, które pozwalałyby mu łatwo rozprzestrzeniać się po świecie jak SARS-CoV-2.
Wirus Andes na statku MV Hondius. Co się wydarzyło?
Ognisko zakażeń powiązano ze statkiem wycieczkowym MV Hondius. Według danych WHO z 13 maja 2026 roku zgłoszono łącznie 11 przypadków, w tym 3 zgony. Osiem przypadków potwierdzono laboratoryjnie jako zakażenie wirusem Andes, dwa uznano za prawdopodobne, a jeden pozostawał niejednoznaczny i wymagał dalszych badań.
Sytuacja od razu wywołała porównania do COVID-19. To zrozumiałe, bo wiele osób pamięta, jak szybko koronawirus rozprzestrzeniał się na statkach wycieczkowych. Tyle że w tym przypadku mechanizm zakażenia, tempo rozwoju choroby i ryzyko dla społeczeństwa wyglądają zupełnie inaczej.
ECDC ocenia, że ryzyko dla ogólnej populacji w Unii Europejskiej i Europejskim Obszarze Gospodarczym jest bardzo niskie. Organizacja podkreśla też, że wirus Andes zwykle wymaga bliskiego i długotrwałego kontaktu, aby przenieść się z człowieka na człowieka.
Czym jest wirus Andes?
Wirus Andes należy do hantawirusów. To grupa wirusów, które najczęściej są przenoszone przez gryzonie. Człowiek może się zakazić, gdy wdycha drobne cząstki zanieczyszczone moczem, kałem lub śliną zakażonych zwierząt. Ryzyko rośnie zwłaszcza tam, gdzie ludzie sprzątają zamknięte, zapylone miejsca, w których wcześniej mogły przebywać gryzonie.
Andes jest jednak wyjątkowy. To jedyny hantawirus, dla którego dobrze udokumentowano możliwość transmisji między ludźmi. Brzmi groźnie, ale jest tu ważny szczegół: taka transmisja jest rzadka i zwykle wymaga bardzo bliskiego kontaktu, na przykład w gospodarstwie domowym, podczas opieki nad chorym albo w zamkniętej przestrzeni, gdzie ludzie długo przebywają razem.
Wirus Andes a COVID-19. Najważniejsza różnica
COVID-19 rozprzestrzeniał się tak szybko, ponieważ SARS-CoV-2 bardzo sprawnie przenosił się drogą powietrzną. Co więcej, zakażone osoby mogły zarażać innych jeszcze zanim same poczuły się chore.
Wirus Andes działa inaczej. Nie przenosi się łatwo między ludźmi. Według ECDC obecne dowody nie wskazują, aby osoby bez objawów odgrywały dużą rolę w jego transmisji. Największe znaczenie ma kontakt z osobą chorą, szczególnie w początkowej fazie objawów.
To właśnie dlatego eksperci nie traktują tego ogniska jako zapowiedzi nowej pandemii. Wirus może być bardzo poważny dla zakażonych, ale nie ma tej „łatwości skakania” z człowieka na człowieka, która była jednym z motorów pandemii COVID-19.
Jakie objawy daje zakażenie wirusem Andes?
Początkowe objawy mogą przypominać zwykłą infekcję. Mogą pojawić się:
- gorączka,
- bóle mięśni,
- ból głowy,
- dreszcze,
- nudności, wymioty lub biegunka,
- osłabienie,
- problemy z oddychaniem.
Najgroźniejszym powikłaniem jest hantawirusowy zespół płucny, czyli ciężka choroba, w której dochodzi do gwałtownego pogorszenia oddychania. WHO podaje, że objawy mogą wystąpić zwykle po 1–6 tygodniach od kontaktu z wirusem, ale w niektórych przypadkach nawet do 8 tygodni.
Dlaczego kwarantanna może trwać tak długo?
Długi czas obserwacji nie oznacza, że ktoś przez cały ten okres aktywnie zaraża innych. Chodzi raczej o to, że wirus Andes może rozwijać się powoli, a objawy mogą pojawić się dopiero po kilku tygodniach.
Dlatego osoby, które mogły mieć kontakt z wirusem, są monitorowane dłużej niż przy typowych infekcjach oddechowych. W przypadku pasażerów MV Hondius część państw zdecydowała się na kwarantannę i obserwację po repatriacji. ECDC wyjaśnia, że kraje mogą stosować różne procedury, zależnie od własnego systemu ochrony zdrowia i oceny ryzyka.
Czy wirus Andes jest śmiertelny?
Tak, zakażenie może być bardzo poważne. WHO wskazuje, że hantawirusowy zespół płucny w obu Amerykach, w tym zakażenia związane z wirusem Andes, może mieć wysoką śmiertelność, sięgającą nawet 40–50 procent w ciężkich przypadkach. W 2025 roku w regionie obu Ameryk zgłoszono 229 przypadków hantawirusowego zespołu płucnego i 59 zgonów.
To jednak nie znaczy, że wirus ma potencjał pandemiczny. W historii epidemii sama śmiertelność nigdy nie była jedynym czynnikiem decydującym o skali zagrożenia. Liczy się także to, jak łatwo patogen się przenosi, kiedy osoba zakażona zaraża innych i czy może szerzyć się w dużych społecznościach bez szczególnych warunków.
W przypadku wirusa Andes te warunki są ograniczone.
Czy istnieje szczepionka albo lek na wirusa Andes?
Obecnie nie ma licencjonowanej szczepionki przeciwko wirusowi Andes ani konkretnego leku przeciwwirusowego, który zwalczałby zakażenie u źródła. Leczenie polega głównie na szybkiej opiece szpitalnej, monitorowaniu pacjenta, wspomaganiu oddychania i leczeniu powikłań.
Dobra wiadomość jest taka, że służby zdrowia i laboratoria zareagowały szybko. WHO informuje o międzynarodowym śledzeniu kontaktów, badaniach laboratoryjnych, izolacji przypadków oraz sekwencjonowaniu wirusa. Takie działania pomagają ustalić, które przypadki są ze sobą powiązane i kto wymaga dalszej obserwacji.
Dlaczego to nie jest „następny COVID”?
Najprościej mówiąc: wirus Andes jest groźny, ale nie jest łatwo zakaźny na skalę społeczną.
COVID-19 mógł rozprzestrzeniać się szybko, także przez osoby, które jeszcze nie wiedziały, że są chore. Wirus Andes zwykle potrzebuje zupełnie innych warunków: bliskiego kontaktu, dłuższej ekspozycji i często obecności objawów u osoby zakażonej.
ECDC podkreśla też, że naturalny rezerwuar wirusa Andes, czyli gryzonie przenoszące go w środowisku, nie występuje w Europie. To dodatkowo zmniejsza ryzyko trwałego rozprzestrzenienia się wirusa poza miejscem ogniska.
Co z tego wynika?
Ognisko wirusa Andes na statku MV Hondius trzeba traktować poważnie. To nie jest błaha infekcja i nie ma tu miejsca na lekceważenie ryzyka dla osób, które mogły mieć kontakt z wirusem.
Nie ma jednak podstaw, by mówić o powtórce z pandemii COVID-19. Wirus Andes nie rozprzestrzenia się tak łatwo jak SARS-CoV-2, transmisja między ludźmi jest rzadka, a służby zdrowia działają w trybie międzynarodowej kontroli i monitoringu.
To przykład sytuacji, w której ostrożność jest potrzebna, ale panika już nie.
