Narodziny mikroskopijnej osobliwościKryształ na granicy czarnej dziury

Tuż przed narodzinami czarnej dziury fizyka zaczyna zachowywać się tak, jakby ktoś wyjął ją z dobrze znanego świata planet, gwiazd i galaktyk, a przeniósł do miejsca, gdzie sama czasoprzestrzeń układa się w dziwne, powtarzalne wzory. Nowa praca fizyków pokazuje, że na granicy powstania czarnej dziury mogą pojawiać się struktury przypominające kryształy czasoprzestrzeni. Co więcej, wystarczy niewielki dodatek energii, aby taki niestabilny stan zapadł się w maleńką czarną dziurę.

Kryształy czasoprzestrzeni na granicy czarnej dziury

W zwykłych warunkach ogólna teoria względności Einsteina świetnie opisuje grawitację. Dzięki niej można przewidywać ruch planet, zachowanie gwiazd czy oddziaływania całych galaktyk. Problem zaczyna się tam, gdzie grawitacja staje się ekstremalna.

Jednym z takich miejsc jest próg powstawania czarnej dziury. Fizycy nazywają go krytycznym kolapsem. To bardzo delikatny moment. Układ może jeszcze „odpuścić” i rozproszyć się bez utworzenia czarnej dziury. Może też przekroczyć granicę i zapaść się całkowicie.

Nowe obliczenia sugerują, że właśnie w tym stanie granicznym geometria czasoprzestrzeni może przyjmować zaskakująco uporządkowaną formę. Nie chodzi o kryształ w klasycznym sensie, jak sól czy lód. Chodzi o powtarzalny wzór w samej krzywiźnie czasoprzestrzeni.

Brzmi abstrakcyjnie, ale analogia jest dość prosta. Woda w odpowiednich warunkach może nagle zamarznąć, a jej cząsteczki układają się w regularną strukturę lodu. Podobnie w ekstremalnej grawitacji czasoprzestrzeń może przejść w uporządkowany, powtarzalny stan. Tyle że tutaj „materiałem” nie są cząsteczki, lecz geometria Wszechświata.

Dlaczego ten stan jest tak niestabilny?

Najciekawsze jest to, że taki kryształ czasoprzestrzeni nie jest spokojnym, trwałym obiektem. To raczej punkt zawieszenia między dwoma możliwymi losami.

Jeśli warunki będą minimalnie słabsze, układ może się rozproszyć i wrócić do zwykłej czasoprzestrzeni. Jeśli jednak pojawi się choć niewielka dodatkowa porcja energii, sytuacja zmieni się radykalnie. Powtarzalna struktura może zapaść się w mikroskopijną czarną dziurę.

To pokazuje, jak niezwykle czuły jest moment tuż przed powstaniem czarnej dziury. Mała zmiana może prowadzić do ogromnych skutków. W skali kosmicznej to trochę jak przełączenie niewidzialnego przełącznika: jeszcze nie czarna dziura, ale już bardzo blisko.

Ślad odkryty już w latach 90.

Trop prowadzący do tego odkrycia pojawił się już w 1993 roku. Fizyk teoretyczny Matthew Choptuik, korzystając z symulacji komputerowych, zauważył, że na granicy powstawania czarnych dziur pojawiają się powtarzalne wzory.

Nie były to jednak zwykłe powtórzenia. Struktury przypominały echo odbijające się w coraz mniejszych skalach. Ten efekt określa się jako dyskretne samopodobieństwo. Można go porównać do fraktala, czyli wzoru, który wygląda podobnie niezależnie od tego, jak bardzo go powiększymy.

Przez kolejne dekady fizycy potrafili badać ten fenomen głównie za pomocą komputerów. Równania Einsteina w takim stanie są tak trudne, że znalezienie prostego opisu matematycznego było praktycznie poza zasięgiem.

Teraz zespół badaczy zrobił krok dalej. Udało się stworzyć analityczny opis tych powtarzalnych struktur. Innymi słowy: nie tylko zobaczyć je w symulacji, ale także opisać je wzorami.

Dodatkowe wymiary pomogły rozwiązać problem

Kluczem okazał się nietypowy pomysł. Naukowcy wyszli poza nasze codzienne rozumienie Wszechświata jako przestrzeni z trzema wymiarami oraz jednym wymiarem czasu.

W matematyce ogólną teorię względności można zapisać także dla większej liczby wymiarów. Może to brzmieć jak czysta fantazja, ale dla fizyków jest to narzędzie badawcze. Nie chodzi o stwierdzenie, że na pewno żyjemy w świecie setek wymiarów. Chodzi o to, że taki model może uprościć równania i ujawnić ukryte zależności.

Gdy badacze założyli istnienie bardzo wielu wymiarów, grawitacja w ich modelu stała się łatwiejsza do uchwycenia matematycznie. Dzięki temu udało się wyprowadzić wzory opisujące uporządkowane, powtarzalne struktury pojawiające się podczas krytycznego kolapsu.

Co ważne, rozwiązania nie pozostały wyłącznie ciekawostką dla „wielowymiarowego” modelu. Naukowcy zauważyli, że podobne struktury matematyczne utrzymują się także przy mniejszej liczbie wymiarów. To sugeruje, że zjawisko może mówić coś głębszego o samej naturze grawitacji.

Co to zmienia w badaniach czarnych dziur?

Czarne dziury od lat są jednym z najważniejszych tematów fizyki teoretycznej. Z jednej strony wynikają z ogólnej teorii względności. Z drugiej strony prowadzą do pytań, na które obecna fizyka nadal nie daje pełnych odpowiedzi.

Nowa metoda może pomóc badać takie zjawiska dokładniej niż wcześniej. Do tej pory wiele procesów na granicy powstawania czarnej dziury trzeba było analizować głównie komputerowo. Teraz pojawia się szansa na opis matematyczny, który można stopniowo udoskonalać i porównywać z symulacjami.

To nie oznacza, że fizycy nagle rozwiązali wszystkie zagadki czarnych dziur. Oznacza jednak, że dostali nowe narzędzie. A w nauce takie narzędzia bywają przełomowe, bo pozwalają zobaczyć znane problemy z zupełnie innej strony.

Wszechświat dziwniejszy, niż podpowiada intuicja

Idea, że czasoprzestrzeń może tworzyć powtarzalne, niemal krystaliczne wzory, brzmi jak fragment science fiction. A jednak wynika z poważnych prób zrozumienia grawitacji w najbardziej ekstremalnych warunkach.

Najbardziej fascynujące jest tutaj nie samo słowo „kryształ”, lecz to, co ono oznacza. Czasoprzestrzeń nie musi być tylko biernym tłem dla wydarzeń. W skrajnych warunkach może zachowywać się dynamicznie, porządkować się, drgać w powtarzalnych skalach i przechodzić w stany, które trudno sobie wyobrazić.

Kryształy czasoprzestrzeni pokazują, że tuż przed powstaniem czarnej dziury rzeczywistość może znajdować się w niezwykle subtelnym stanie równowagi. Wystarczy drobna zmiana, aby zwykła geometria zamieniła się w jedną z najbardziej tajemniczych struktur we Wszechświecie.

Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie Physical Review Letters .

Udostępnij