Tam, gdzie spotykają się płyty: zaskakująco złożony węzeł MendocinoUkryte uskoki pod Pacyfikiem: nowa mapa zagrożenia u wybrzeży Kalifornii

Są miejsca na Ziemi, gdzie skały nie tyle „spoczywają”, co żyją własnym życiem. U wybrzeży północnej Kalifornii leży jedno z takich punktów zapalnych: potrójny węzeł Mendocino. To rejon, w którym spotykają się ogromne płyty tektoniczne i gdzie napięcia geologiczne potrafią kumulować się latami.

Nowe badanie pokazuje jednak coś jeszcze ważniejszego: to, co widać na powierzchni, jest tylko uproszczeniem. Pod spodem układ jest znacznie bardziej poszatkowany, a w grze mogą być nie trzy, a aż pięć „ruchomych elementów”. Dla prognozowania trzęsień ziemi to nie jest drobny szczegół – to zmiana mapy gry.

Co właściwie odkryto?

Zespół amerykańskich naukowców przeanalizował małe, niskoczęstotliwościowe wstrząsy rejestrowane przez sejsmometry w rejonie Pacyfiku Północno-Zachodniego. To nie są klasyczne trzęsienia, które ludzie czują pod stopami. To raczej subtelne „mruknięcia” skorupy ziemskiej – często niewidoczne dla mieszkańców, ale bezcenne dla nauki.

I właśnie te sygnały wskazały, że:

  • w potrójnym węźle Mendocino istnieją ukryte uskoki, których nie uwzględniały dotychczasowe modele,
  • cały układ płyt jest bardziej złożony niż standardowy schemat „trzech płyt spotykających się w jednym punkcie”,
  • w praktyce mamy do czynienia z konfiguracją przypominającą górę lodową: fragment na powierzchni jest czytelny, ale prawdziwa geometria siedzi głębiej.

Jak to potwierdzili? Sprytna sztuczka z pływami

Naukowcy nie oparli się wyłącznie na sejsmometrach. Dołożyli jeszcze jedno narzędzie: modelowanie wrażliwości na pływy.

Codzienne siły pływowe (tak, te same, które ruszają oceanami) wywołują mikroskopijne naprężenia w skałach. Jeśli dobrze zamodelujesz takie naprężenia i porównasz z tym, jak zachowują się „ciche” wstrząsy, możesz sprawdzić, czy Twoja interpretacja ma sens. W tym przypadku – miała.

Pięć elementów zamiast trzech: co się „odkleiło” w skorupie?

Badacze wskazują m.in., że:

  • fragment płyty północnoamerykańskiej mógł się oderwać i jest wciągany w dół razem z płytą Gorda (powiązaną z Juan de Fuca),
  • potwierdza się też koncepcja fragmentu Pioneer – starszej skały wciąganej pod płytę północnoamerykańską,
  • a sama strefa subdukcji (miejsce, gdzie jedna płyta wsuwa się pod drugą) może przebiegać płycej, niż zakładały wcześniejsze modele.

To ważne, bo jeśli granice i powierzchnie poślizgu są gdzie indziej, niż sądziliśmy, to inaczej rozkładają się naprężenia. A to oznacza inną odpowiedź na pytanie: gdzie i jak może „puścić” przy kolejnym dużym wstrząsie.

Dlaczego to ma znaczenie dla przewidywania trzęsień ziemi?

W sejsmologii detale są wszystkim. Jeśli model tektoniczny jest uproszczony, prognozy zagrożeń też będą uproszczone. A tu mówimy o regionie, gdzie „w pobliżu” są dwa potężne systemy:

  • uskok San Andreas (granica płyt północnoamerykańskiej i pacyficznej),
  • strefa subdukcji Cascadia (związana z płytą Gorda/Juan de Fuca i płytą północnoamerykańską).

Nowy obraz może pomóc lepiej zrozumieć, dlaczego niektóre trzęsienia (jak to z 1992 r. w Kalifornii, magnituda 7,2) startują płycej, niż przewidywały wcześniejsze schematy. Innymi słowy: granica płyt tektonicznych może nie przebiegać tam, gdzie „z przyzwyczajenia” ją rysowaliśmy.

Co dalej?

To badanie nie jest „magiczną kulą” do przewidywania daty kolejnego trzęsienia. Nauka wciąż nie potrafi podać: będzie dokładnie wtedy i tam. Ale może dać coś równie ważnego: lepsze mapy ryzyka, lepsze zrozumienie procesów i bardziej realistyczne modele tego, co dzieje się pod naszymi stopami.

A im lepszy model, tym lepiej można planować:

  • normy budowlane,
  • systemy ostrzegania,
  • scenariusze kryzysowe,
  • edukację mieszkańców.

Badania opublikowano w czasopiśmie Science .

Udostępnij