Od dekad SETI skupia się na nasłuchu radiowym. Tymczasem rośnie liczba głosów, że jeśli obca technologia już tu była (lub wciąż jest), powinniśmy jej szukać przede wszystkim u siebie – na Księżycu, w pasie asteroid i na obrzeżach Układu Słonecznego. Najnowsza praca prof. Alexa Ellery’ego (Carleton University) porządkuje temat: wskazuje motywacje, zachowania i technosygnatury samoreplikujących się sond, zwanych sondami von Neumanna, oraz konkretne miejsca i ślady, które mogą je zdradzić.
Od „uniwersalnego konstruktora” do planu poszukiwań
Koncepcja sond, które potrafią wytwarzać swoje kopie z lokalnych zasobów, wywodzi się z idei „uniwersalnego konstruktora” Johna von Neumanna. W praktyce oznacza to statki, które po dotarciu do nowego systemu gwiezdnego eksploatują surowce z asteroid, budują następną generację i ruszają dalej, aż do nasycenia całej Galaktyki. To nie fantastyka – mechanika takiej ekspansji i racjonalność takiej strategii były wielokrotnie analizowane naukowo.
Dlaczego właśnie teraz?
Ellery argumentuje, że ludzkość sama zbliża się do progu technologii umożliwiających samoreplikację maszyn (druk 3D elementów mechanicznych i elektrycznych, ISRU, robotyka), więc zakładanie, że nikt inny tego nie zrobił, jest nieostrożne. Co ważniejsze: jeśli takie sondy istnieją, racjonalnie powinny zostawiać ślady tu, gdzie są surowce i warunki do produkcji – u nas.
Gdzie szukać śladów?
Ellery układa sześciostopniowy „schemat działania” sond – od pozyskiwania surowców z małych ciał, przez budowę sond pomiarowych i baz produkcyjnych, po replikację, długoterminową eksplorację i wykonywanie zadań (np. przygotowanie infrastruktury dla przyszłych osadników). Kluczowe wnioski dla poszukiwań:
- Asteroidy i pasy drobnych ciał: przetwarzanie materiału może przypominać procesy naturalne, więc sygnatura będzie subtelna.
- Księżyc: idealna baza wytwórcza – bogaty w krzemiany i metale, stabilne środowisko, bliskość Ziemi i ślady procesów dostarczonych przez uderzenia asteroid. Tu technosygnatury mogą być najbardziej wykrywalne.
Jakie technosygnatury mają sens?
Najbardziej „twarde” tropy to anomalne stosunki izotopowe i ślady po reaktorach jądrowych możliwych do zbudowania z zasobów księżycowych. Ellery wskazuje nawet klasy reaktorów (np. Magnox) i proponuje szukanie zaburzonych proporcji toru-232 do neodymu-144 lub baru-137 w próbkach gruntu – sygnał, którego nie tłumaczy znana geologia Księżyca. Dodatkowo rozważa pozostawienie „darów technologicznych” zakopanych wraz z materiałem asteroidalnym – aktywowanych dopiero po osiągnięciu przez nas odpowiedniego poziomu rozwoju.
Po co sondy miałyby tu być?
Motywacja nie musi być romantyczna. W grę wchodzi przetrwanie (redundancja poza macierzystą gwiazdą), rozpoznanie zagrożeń i sojuszy, a także ekonomia zasobów. Samoreplikujące się maszyny są niewrażliwe na ograniczenia biologii: wytrzymują duże przyspieszenia, nie potrzebują żywności, „oddychają” próżnią i uzupełniają materiał po drodze. To czysty rachunek kosztów do zysków.
Jak włączyć to do realnych misji?
To nie wymaga floty nowych teleskopów. Ellery sugeruje, by przy okazji programów Artemis i komercyjnych lądowników dołączyć pakiety pomiarowe:
- precyzyjną spektrometrię izotopową w wytypowanych rejonach (lokalne anomalia magnetyczne, obszary bogate w metale ciężkie),
- poszukiwania „nienaturalnych” struktur materiałowych w próbkach regolitu,
- systematyczne przeglądy kraterów-magazynów i złóż niklu, kobaltu, wolframu.
To realne w horyzoncie najbliższej dekady. Co ważne, niezależne zespoły (np. Matloff) od lat wskazują, że najbardziej logiczne lokacje sond to miejsca bogate w surowce i energetykę – dokładnie takie, jakie planujemy odwiedzać.
Dlaczego to ważne dla SETI i dla nas?
Nawet brak takich sygnałów będzie wynikiem – zawęzi hipotezy paradoksu Fermiego i podpowie, jak „my” powinniśmy projektować własne systemy eksploracyjne. A jeśli ślady znajdziemy, zmieni to SETI z nasłuchu na archeologię kosmiczną: badanie artefaktów w zasięgu naszych łazików, wierceń i lądowników.
Sedno
Nowe badania przesuwają akcent z „czy ktoś nadaje?” na „czy ktoś tu pracował?”. Księżyc i pobliskie rezerwuary metali to pierwsze, rozsądne cele. Narzędzia już mamy lub budujemy. Jeśli kiedykolwiek odwiedziły nas sondy von Neumanna, ich księgowość izotopowa i ślady energetyki mogą wciąż leżeć tuż pod powierzchnią.
Wyniki tych badań są dostępne jako przedruk w serwisie arXiv .
