Otwarte morze pod ochroną: rewolucja dla wielorybów, ryb i całych ekosystemówTraktat o Morzu Otwartym: nowa era ochrony oceanów właśnie się zaczyna

Przez lata otwarte morze było jak ziemia niczyja – ogromne połacie oceanu, które należą do wszystkich… czyli w praktyce często do tych, którzy potrafią najwięcej wydobyć, złowić i wywieźć. Bez realnych konsekwencji. Bez silnej ochrony prawnej. Z bardzo ograniczonym nadzorem.

Teraz to się zmienia.

17 stycznia wchodzi w życie Porozumienie ONZ BBNJA (Biodiversity Beyond National Jurisdiction Agreement), znane szerzej jako Traktat o pełnym morzu albo Traktat o Morzu Otwartym. To wydarzenie, które może zadecydować, czy oceany pozostaną żywym ekosystemem, czy staną się przemysłowym magazynem zasobów do wyczerpania.
I tak – to naprawdę aż tak duża sprawa.

Czym w ogóle jest „morze pełne” i dlaczego było problemem?

Otwarte morze to obszary oceanów poza wyłącznymi strefami ekonomicznymi (WSE) państw. Najczęściej WSE sięga ok. 370 km od linii brzegowej.

W praktyce oznacza to, że:

  • kraj ma kontrolę nad „swoimi” wodami,
  • ale ogromna część oceanów leży poza jurysdykcją krajową.

A to jest kolosalna skala:

  • około połowa powierzchni całej planety
  • i około 2/3 oceanów.

W tych rejonach przez dekady panowała prosta zasada: jeśli możesz – bierz. A że można było dużo, to brano dużo.

Dlaczego Traktat o Morzu Otwartym jest przełomowy?

Bo tworzy coś, czego do tej pory brakowało: ramy prawne i system zarządzania otwartym morzem.

Najważniejsza zmiana? Traktat umożliwia tworzenie:

Morskich obszarów chronionych na wodach międzynarodowych

To absolutny game changer. Dotąd ochrona oceanów kończyła się tam, gdzie kończyły się granice państw.

Teraz kraje mogą wspólnie ustanawiać narzędzia zarządzania obszarowego, np.:

  • morskie parki narodowe na pełnym morzu,
  • strefy zakazu połowów,
  • strefy ochrony kluczowych siedlisk.

Już teraz wymienia się konkretne miejsca, które mogą stać się „pierwszymi symbolami” nowej ery ochrony, np.:

  • grzbiety Salas y Gómez i Nazca
  • Morze Sargassowe
  • części południowego Morza Tasmana

To będą pierwsze decyzje, które stworzą precedens. A precedensy w prawie międzynarodowym potrafią być ważniejsze niż najbardziej patetyczne przemówienia.

Koniec wolnej amerykanki? Traktat uderza w trzy największe zagrożenia

Otwarte morze to nie tylko przestrzeń dla wielorybów i planktonu. To również arena gigantycznych interesów:

  • przemysłowe rybołówstwo,
  • globalna żegluga,
  • a coraz częściej także: górnictwo głębinowe i poszukiwanie złóż.

Traktat wreszcie daje możliwość realnej kontroli nad tym, co tam się dzieje.

1) Nadmierne połowy i niszczenie ekosystemów

Dobrze zaprojektowane obszary chronione:

  • odbudowują populacje ryb,
  • stabilizują ekosystemy,
  • chronią bioróżnorodność.

I co ważne: chronią również klimat, bo ocean jest jednym z największych regulatorów CO₂ na Ziemi.

2) Obowiązkowe oceny oddziaływania na środowisko

Traktat nakłada obowiązek wykonywania ocen środowiskowych dla działań, które mogą wywołać:

  • znaczne zanieczyszczenie,
  • istotne i szkodliwe zmiany w środowisku morskim.

Dotyczy to m.in.:

  • rybołówstwa,
  • wydobycia,
  • infrastruktury.

Co ciekawe: traktat obejmuje też działania prowadzone w granicach państw, jeśli ich skutki „wypływają” na otwarte morze.

3) Podział korzyści z zasobów genetycznych oceanu

To temat, o którym mało kto słyszał, a jest mega ważny.

Ocean to gigantyczna biblioteka genetyczna – organizmy głębinowe, gąbki, bakterie i mikroorganizmy często zawierają związki, które mogą być bazą:

  • leków,
  • technologii biomedycznych,
  • enzymów przemysłowych.

Dotąd dostęp do tych zasobów mieli głównie najbogatsi: państwa i korporacje z pieniędzmi na ekspedycje.
Teraz traktat wprowadza zasadę:
zyski z wykorzystania zasobów genetycznych otwartego morza mają być dzielone.
Bo otwarte morze to – dosłownie – wspólne dziedzictwo ludzkości, a nie teren do prywatnej eksploatacji.

Traktat jest prawem. Ale czy będzie działał?

I tu dochodzimy do rzeczy najważniejszej.
Traktat to przełom, ale papier nie zatrzyma przełowienia. Żeby to zadziałało, potrzebne są:

  • pieniądze
  • nadzór
  • wola polityczna
  • nauka jako punkt odniesienia, a nie „opcjonalna sugestia”

Traktat przewiduje trzy strumienie finansowania:

  1. fundusz specjalny (składki państw + wpłaty dobrowolne),
  2. dobrowolny fundusz powierniczy wspierający udział krajów rozwijających się,
  3. wsparcie z Globalnego Funduszu na rzecz Środowiska.

To dobry start – ale wszystko rozbije się o praktykę.

Kto ratyfikował, a kto jeszcze się waha?

Traktat ratyfikowały m.in.:

  • Chiny
  • Unia Europejska
  • Meksyk
  • Wietnam

Natomiast niektóre duże państwa (ważne gospodarczo i morskowo) podpisały, ale jeszcze nie ratyfikowały, m.in.:

  • USA
  • Wielka Brytania
  • Kanada
  • Australia

To istotne, bo bez udziału największych graczy traktat może stać się silny „na papierze”, ale słabszy w realnych oceanicznych konfliktach interesów.

Co to zmienia dla zwykłych ludzi?

Wbrew pozorom – bardzo dużo.
Bo zdrowy ocean to:

  • stabilniejszy klimat,
  • lepsze bezpieczeństwo żywnościowe (ryby i łańcuchy morskie),
  • mniej katastrof ekologicznych,
  • większa odporność biosfery.

Otwarty ocean wpływa na pogodę i klimat w Polsce tak samo jak w Chile czy Japonii. To system połączony. Jeśli „otwarte morze” dostanie prawdziwą ochronę, wszyscy na tym zyskujemy.

Wnioski: to pierwszy prawdziwy krok, ale nie ostatni

Traktat o Morzu Otwartym to nie finał, tylko początek.
To pierwszy raz, gdy świat mówi:
oceany nie mogą być dzikim zachodem gospodarki.
Teraz pytanie brzmi:
czy politycy będą mieli odwagę działać szybciej niż przemysł,
czy jak zwykle — obudzą się dopiero, gdy na „pełnym morzu” nie będzie już czego ratować.

Pełna lista państw, które podpiszą i/lub ratyfikują traktat, jest dostępna w Zbiorze Traktatów Narodów Zjednoczonych . Pełna lista BBNJ jest dostępna tutaj

Udostępnij