Międzynarodowy zespół astronomów ogłosił przełomowe odkrycie: po raz pierwszy udało się bezpośrednio wykryć burzę gwiezdną – koronalny wyrzut masy – na gwieździe innej niż Słońce. Zjawisko było tak ekstremalne, że każda planeta w jej pobliżu nie miałaby żadnych szans na utrzymanie atmosfery. To nowy, otwierający oczy rozdział w badaniach nad tym, gdzie faktycznie może istnieć życie we Wszechświecie.
Potworna burza na czerwonym karle
Odkrycia dokonano dzięki europejskiej sieci radioteleskopów LOFAR, która od lat rejestruje potężne zjawiska kosmiczne. Choć obserwacje prowadzone są głównie po to, by badać czarne dziury i inne ekstremalne obiekty, teleskopy mimowolnie „widzą” również gwiazdy tła. Zwykle nikt się nimi nie przejmuje – ale tym razem warto było zajrzeć głębiej.
Podczas analizy danych z 2016 roku naukowcy zauważyli jednominutowy, ultrapotężny błysk pochodzący od czerwonego karła StKM 1-1262, oddalonego o ponad 133 lata świetlne. To nie była zwykła flara gwiazdowa. To był koronalny wyrzut masy, czyli gwałtowna eksplozja plazmy i pola magnetycznego, i to o sile, której nie obserwujemy nawet na naszym Słońcu.
Skala? Co najmniej 10 000 razy potężniejsza niż najgroźniejsze burze słoneczne, które potrafią zakłócić działanie satelitów, GPS-ów i sieci energetycznych na Ziemi.
Mówiąc bez owijania w bawełnę: taka burza mogłaby rozerwać atmosferę każdej planety, która znalazłaby się zbyt blisko swojej gwiazdy.
Dlaczego to odkrycie jest tak ważne?
Czerwone karły – takie jak Proxima Centauri – są najpowszechniejszym typem gwiazd w naszej galaktyce. To właśnie przy nich odkrywamy najwięcej planet podobnych rozmiarami do Ziemi. W dodatku ich strefa zamieszkiwalna leży bardzo blisko gwiazdy, co oznacza, że planety krążą tam jak satelity wokół pulsującego pieca.
Ale jeśli takie gwiazdy wyrzucają w kosmos wyrzuty masy 10 tysięcy razy silniejsze niż te ze Słońca, to zdolność planet do utrzymania atmosfery – a tym bardziej życia – stoi pod dużym znakiem zapytania.
Jak podkreślają autorzy badań, to odkrycie może wymusić przewartościowanie naszych poszukiwań życia w kosmosie. Prognozowanie pogody kosmicznej na obcych gwiazdach dopiero się zaczyna, a LOFAR właśnie pokazał, że potrafi wyłapać nawet minutowe, rzadkie zjawiska.
Zorze polarne i ekstremalne zjawiska – kosmiczna pogoda w natarciu
Odkrycie wyjątkowo silnej burzy na obcej gwieździe zbiegło się z faktem, że nawet nasza Ziemia ostatnio odczuwa skutki potężnych Słońca. Burza słoneczna, która dotarła w tym tygodniu, wywołała zorze polarne widoczne tak daleko na południe, jak Tennessee w USA czy nad oceanem w Nowej Zelandii.
To pokazuje, jak ogromny wpływ może mieć podobne zjawisko – a przecież to „nasza” burza była nieporównywalnie słabsza niż ta z czerwonego karła StKM 1-1262.
Czy czerwone karły są wrogami życia?
Badacze nie ukrywają: wiele czerwonych karłów może być dużo bardziej nieprzewidywalnych i agresywnych niż nasze Słońce. Jeżeli potwierdzi się, że takie ekstremalne wyrzuty masy są dla nich typowe, to może się okazać, że całe systemy planetarne, które dziś uznajemy za obiecujące, są w rzeczywistości kosmicznymi pustyniami pozbawionymi atmosfer.
Jak ujął to jeden z naukowców – te gwiazdy mogą być nie tyle „słońcami życia”, ile „zabójcami atmosfer”.
Nowa era badań pogody kosmicznej
To odkrycie otwiera drzwi do nowego kierunku badań: monitorowania burz na obcych gwiazdach, ich wpływu na planety oraz realnych szans, że w takich warunkach może rozwinąć się życie.
LOFAR pokazał, że mamy narzędzie, które może to robić – a naukowcy zapowiadają już kolejne analizy wcześniejszych nagrań i polowania na podobne zjawiska.
Jeśli takie burze okażą się częstsze, niż myślimy, może to na nowo ułożyć mapę miejsc, gdzie powinniśmy szukać życia poza Ziemią.
